
Inwestorzy przywykli już do spadków kursu franka. Wytłumaczenie zachowania szwajcarskiej waluty było proste – rynek spodziewał się kolejnej interwencji Narodowego Banku Szwajcarii, która miała zniechęcić spekulantów do tej bezpiecznej przystani. Wczoraj opublikowano protokół z posiedzenia FED. Każda z interpretacji tego sprawozdania może być równie słuszna, chociaż wydaje się, że rozbudziło ono nieco bardziej nadzieje optymistów, którzy liczą na stymulacją wyhamowującej gospodarki USA.
Mimo tego, że nie ulega wątpliwości, iż na danych o polskim PKB za II kwartał można polegać, ich publikacja nie przyniosła wsparcia rodzimej walucie. Nie da się ukryć, że dynamika spożycia indywidualnego spowolniła, osiągając poziom 3,5 proc. r/r. Również dynamika popytu krajowego wyhamowała (4,3 proc. r/r). Zwieńczeniem poniedziałkowego handlu na Wall Street były zwyżki. Takim notowaniom sprzyjała dobra publikacja, informująca o wydatkach amerykańskich konsumentów. W lipcu wzrost wyniósł aż 0,8 proc. m/m. Inwestorzy z entuzjazmem przyjęli również zapowiedź fuzji banków Alpha Bank i EFG Eurobank Ergasias. Piątkowe notowania giełdowych indeksów podporządkowane były wystąpieniu Bena Bernanke, które miało miejsce o godz. 16.00. Tego dnia na rynek napłynęły także istotne publikacje makroekonomiczne ze Szwajcarii i Wielkiej Brytanii. Dzisiaj o godz. 16.00 w Jackson Hole rozpocznie się wyczekiwane od tygodnia wystąpienie Bena Bernanke. Większość inwestorów jest zdania, że szef Fed nie zdecyduje się na kolejną rundę skupu obligacji, tzw. QE3. Może jednak zapowiedzieć wprowadzenie innych, nietypowych działań w przyszłości. W środę po raz kolejny napłynęły twarde dane makroekonomiczne, które sugerują, że amerykańska gospodarka nie jest w tak opłakanym staniem, jak można by sądzić. W lipcu przybyło zamówień publicznych 4 proc. m/m, dwa raty więcej, niż się spodziewano, co pozwoliło odrobić czerwcowy spadek o 1,3 proc. Uczestnicy rynku zdają się uzależniać swoje decyzje od piątkowego wystąpienia szefa FED – niektórzy wciąż pokładają w nim pewne nadzieje. W ten sposób można wyjaśnić zignorowanie gorszego odczytu indeksu Ifo z Niemiec – w sierpniu nastąpił jego spadek do 108,7 pkt. z 112,9 pkt. w lipcu, podczas kiedy rynkowy konsensus znajdował się na poziomie 111,0 pkt. Nadzieje inwestorów na poprawę amerykańskiej gospodarki dzięki działaniom szefa Fed przybrały na sile. Na Wall Street utrzymywały się wzrosty, sięgające przeszło 3 proc. Wyraźne odbicie nastąpiło mimo słabych publikacji makroekonomicznych. Badania opinii publicznej w Niemczech wykazały, że kanclerz Angela Merkel nie uzyskałaby poparcia w wyborach w 2013 r. Również jej własna koalicja CDU/CSU przejawia w stosunku do niej coraz większą niechęć.